Page 2 of 4

Posted: 2008-06-25, 7:51
by arti
voron wrote:Cześć, to znowu ja!
Trochę się leniłem... przecież nauczyłem się już wszystkiego z gramatyki (oprócz liczebników, w żaden sposób nie mogę ich sobie zapamiętać).

Bo polskie liczebniki to jakieś przekleństwo :wink: A w białoruskim są łatwiejsze?
voron wrote:Odtąd więc będę pisał tylko po polsku, a szanowne państwo bardzo prosiłbym poprawiać moje błędy.

Widzę, że bardzo dobrze umiesz pisać po polsku. I nawet znasz oficjalne zwroty :D
voron wrote:Na przykład, co jest poprawne:

Nie znam tą dziewczynę/Nie znam tej dziewczyny.

Nie znam tej dziewczyny. Chyba zawsze musi być obiekt w dopełniaczu po zanegowanym czasowniku przechodnim.

voron wrote:A, może jeszcze zalecicie mi jakąś książkę do czytania...
jakoś = somehow

Posted: 2008-07-18, 19:38
by voron
W ostatnim czasie zupełnie zapomniałem o polskim...

Teraz trzeba mi się nauczyć więcej podstawowych wyrazów, ale to jest tak nudno, nie wystarcza mi cierpliwości wypisywać ich starannie w zeszyt i powtarzać. Czy może ktoś zna jakiś lepszy sposób?

Posłuchałem kilka polskich piosenok, które są najbardziej znane u nas. To są:
Kolorowe jarmarki, Maryla Rodowicz
Nie spoczniemy, Czerwone gitary
kilka piosenok Anny German (która była ulubioną śpiewaczką mojej babci), na przyklad jej Autobus czerwony
i nareszcie Dumka na dwa serca z filmu "Ogniem i mieczem" (do rzeczy to fajny film!). :)

Pytanie: Czy wykorzystuje się zwrot "do rzeczy" w sensie "by the way" (jak w białoruskim)?

Posted: 2008-07-19, 2:58
by BezierCurve
Pytanie: Czy wykorzystuje się zwrot "do rzeczy" w sensie "by the way" (jak w białoruskim)?


"by the way" to będzie raczej "przy okazji", można też powiedzieć "swoją drogą".

Z kolei "do rzeczy" w polskim to inaczej konkretnie, na temat, bez niepotrzebnych słów np.

- Mów do rzeczy, nie opowiadaj głupstw!

lub kiedy chcemy wyrazić pozytywną opinię o kimś/czymś, co jest porządne, solidne, itp.:

- Mój nowy szef to człowiek całkiem do rzeczy

Swoją drogą, piosenki to faktycznie ciekawszy sposób nauki słownictwa :D

Posted: 2008-07-19, 12:32
by voron
Dzięki, BezierCurve!

Chyba nie miałem ani jednego błędu? :)
"Nauczyć się więcej wyrazów" nie brzmi mi dobrze, przecież nie wiem, jak to powiedzieć poprawnie. Może "nauczyć się większej ilości wyrazów"?

Posted: 2008-07-19, 15:13
by BezierCurve
Masz rację, prawie nie było błędów, tylko kilka niewielkich poprawek:

W ostatnim czasie zupełnie zapomniałem o polskim...

Teraz [s]trzeba mi[/s] muszę się nauczyć więcej podstawowych wyrazów, ale to jest takie nudne, że[/color] nie wystarcza mi cierpliwości, żeby wypisywać [s]ich[/s] je starannie w zeszycie i powtarzać. Czy może ktoś zna jakiś lepszy sposób? :waytogo:

Posłuchałem kilku polskich piosenek, które są u nas najbardziej znane. Są to:
Kolorowe jarmarki, Maryla Rodowicz
Nie spoczniemy, Czerwone gitary
kilka piosenek Anny German (która była ulubioną śpiewaczką mojej babci), na przyklad jej Autobus czerwony
i nareszcie Dumka na dwa serca z filmu "Ogniem i mieczem" ([s]do rzeczy[/s] swoją drogą to fajny film!).

Pytanie: Czy wykorzystuje się zwrot "do rzeczy" w sensie "by the way" (jak w białoruskim)?
:waytogo:

To były naprawdę drobne błędy. Co do "śpiewaczki" dziś powiedzielibyśmy raczej "piosenkarka". Śpiewaczka odnosi się bardziej do śpiewów operowych.

Powodzenia!

Posted: 2008-07-20, 10:19
by voron
To są błędy błędy błędy, i trzeba ich bezlitośnie poprawiać tłustymi czerwonymi literami! :)

Mam jeszcze pytania w związku z twojimi poprawkami.

wypisywać [s]ich[/s] je starannie

Dlaczego tu "je"? Miałem na myśli "wypisywać (ich) wyrazy".

Posłuchałem kilku polskich piosenek
kilka piosenek Anny German

Dlaczego w pierwszym wypadku idzie "kilku", a w drugim "kilka"? W ogóle, czy jest różnica między tymi dwoma wyrazami?

Jak powiedzieć po polsku "to put a word in instrumental"? Postawić jakiś wyraz do narzędnika?

EDIT: A, jescze jedno pytanie, wyraz 'raczej' wygląda jak stopień wyższy jakiegoś narzecza. Która jest forma pierwotna tego narzecza?

Posted: 2008-07-20, 11:50
by BezierCurve
Ha. To się nazywa wziąć byka za rogi :D
(w języku polskim na błędy w piśmie mówi się potocznie "byki").


Dlaczego tu "je"? Miałem na myśli "wypisywać (ich) wyrazy".


W podanym przykładzie możnaby użyć "ich" tylko w odniesieniu do osób (i to rodzaju męskiego):


Chorzy nie leżą długo, zwykle lekarz poleca wypisywać ich (kogo? co? - biernik) ze szpitala po kilku dniach.


W odniesieniu do zwierząt, przedmiotów lub pojęć sprawa wygląda trochę inaczej. Weźmy zdanie:

To są nazwiska adresatów, będę wypisywać je (kogo? co? - biernik) starannie na kopertach.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli mamy do czynienia z negacją, zmienia się przypadek i wtedy:


To są nazwiska adresatów, nie będę wypisywać ich (kogo? czego? - dopełniacz) starannie na kopertach.


Jeżeli chodzi o kilka piosenek, to problem leży również w użytym przypadku, ponieważ wpływa on na odmianę obu wyrazów:

Mian.: kto/co jest znane? - kilka piosenek
Dop.: kogo/czego słucham? - kilku piosenek.


Jak powiedzieć po polsku "to put a word in instrumental"?


Myślę, że to zależy od kontekstu, ale najczęściej mówi się "użyć słowa w narzędniku".

EDIT: A, jescze jedno pytanie, wyraz 'raczej' wygląda jak stopień wyższy jakiegoś narzecza. Która jest forma pierwotna tego narzecza?


Chociaż "raczej" wygląda jak stopień wyższy, to jednak go nie stopniujemy :). Zwrot ten używany jest aby wskazać preferencje:

A: Wolisz różowe czy zielone kapcie?
B: Raczej zielone.

B daje do zrozumienia, że skoro może wybierać, to wybiera zielone. Nie odrzuca jednak kategorycznie różowych, po prostu preferuje te drugie. Ten zwrot działa mniej więcej jak angielskie "rather", choć na pewno nie jest to to samo.

Voron - myślę, że świetnie ci idzie; nawet rodowici Polacy popełniają na codzień wiele błędów (sam nie jestem wyjątkiem :)) więc nie przejmuj się drobnymi pomyłkami. Ale to bardzo ambitne, że chcesz się posługiwać językiem bezbłędnie. Tak trzymać! :waytogo:

Posted: 2008-07-20, 13:29
by voron
BezierCurve wrote:W podanym przykładzie możnaby użyć "ich" tylko w odniesieniu do osób (i to rodzaju męskiego)

Nie zwróciłem uwagę, że się deklinacja odróżnia dla rodzaju męskoosobowego. :roll:

Świetnie tłumaczysz! :waytogo:

A: Wolisz różowe czy zielone kapcie?


Co to za serbizm? Nie znajdę tego czasownika w słowniku.

Posted: 2008-07-20, 14:19
by an.cat.dubh
To nie serbizm, tylko 2 os. l.poj. czasu teraźniejszego czasownika 'woleć' (Eng. to prefer'):
ja wolę
ty wolisz
on, ona, ono woli
my wolimy
wy wolicie
oni, one wolą.

Posted: 2008-07-20, 15:08
by voron
A, zrozumiale!
Szukałem w słowniku "wolić" (a po serbsku "voleti/volim" znaczy lubić/lubię).

Swoją drogą, jak na pewno rozumiecie, najbardziej się interesuję językami słowiańskimi. Chciałbym ich się nauczyć wszystkie. :) Choć czasami spotykam się z opinią, że dla nas jest bardzo łatwe nauczyć się innego języka słowiańskego, ale nie myślę, że dobrą znajomość polskiego znacznie łatwiej nabyć, niż na przyklad hiszpańskiego. Chyba tylko w początku idzie łatwiej i szybczej, a potem również jest do uczenia się niezliczona ilość wyrazów, stałych połączeń, frazeologizmów i t.p.

Re:

Posted: 2008-08-22, 16:36
by Mavje
voron wrote:A, zrozumiale!
Szukałem w słowniku "wolić" (a po serbsku "voleti/volim" znaczy lubić/lubię).

Swoją drogą, jak na pewno rozumiecie, najbardziej interesuję się językami słowiańskimi. Chciałbym ich się nauczyć wszystkich. :) Choć czasami spotykam się z opinią, że dla nas jest bardzo łatwo nauczyć się innego języka słowiańskego, wcale nie uważam, że łatwiej nauczyć się polskiego, niż hiszpańskiego. Chyba tylko na początku idzie łatwiej i szybczej, a potem również jest do uczenia się niezliczona ilość wyrazów, stałych połączeń, frazeologizmów i t.p.


Mogłem sie pomylić, poproszę lepszego polonistę o poprawę :)

Re: Polish - voron

Posted: 2008-08-22, 17:23
by BezierCurve
Polonista ze mnie żaden, ale wydaje mi się, że trochę lepiej byłoby powiedzieć:

Ach, zrozumiałem!
Szukałem w słowniku "wolić" (a po serbsku "voleti/volim" znaczy lubić/lubię).

Swoją drogą, jak na pewno rozumiecie, najbardziej interesuję się językami słowiańskimi. Chciałbym nauczyć się ich wszystkich. Choć czasami spotykam się z opinią, że dla nas nauka innego języka słowiańskiego jest łatwa, to wcale nie uważam, że łatwiej nauczyć się polskiego niż hiszpańskiego. Chyba tylko na początku idzie łatwiej i szybciej - potem również trzeba uczyć się niezliczonej ilości wyrazów, stałych połączeń, frazeologizmów itp.

Re: Polish - voron

Posted: 2008-08-22, 17:36
by Mavje
Heh , mój polski nigdy nie był dobry :D

Re: Polish - voron

Posted: 2008-08-22, 18:46
by BezierCurve
... ani mój nie był doskonały :D Przy okazji, witaj na forum!

Re: Polish - voron

Posted: 2008-08-26, 6:22
by pittmirg
kinia3000 wrote:
Also:
I know foreign language = Znam język obcy
not
Wiem język obcy


Here Polish has a distinction which English (and, I believe, East Slavic languages) don't have: both wiedzieć and znać translate as "know", but wiedzieć has the shade of meaning "to be aware of sth", while znać has the shade of meaning "to be familiar with sb/sth". Znać is a normal transitive verb, which usually takes a direct object: znam tego pana, znam kilka języków, znam drogę do domu. On the other hand, wiedzieć can only combine with a handful of pronouns: wiem coś, nic nie wiem, wiem wszystko, Czy on wie cokolwiek?, to akurat wiem, but not *wiem kogoś. More often it occurs with a prepositional phrase: wiem o tym zdarzeniu "I know about that event" or with a subordinate clause: wiemy, że go znasz "we know that you know him"; wie, jak tam dojść "[he/she] knows how to get there".

arti wrote:
voron wrote:Na przykład, co jest poprawne:

Nie znam tą dziewczynę/Nie znam tej dziewczyny.

Nie znam tej dziewczyny. Chyba zawsze musi być obiekt w dopełniaczu po zanegowanym czasowniku przechodnim.


Wydaje mi się, że tylko zaimek nic może występować w bierniku jako dopełnienie zaprzeczonego czasownika (Nic nie widzę a. Niczego nie widzę).

Re: Polish - voron

Posted: 2008-09-03, 12:06
by voron
pittmirg wrote:Here Polish has a distinction which English (and, I believe, East Slavic languages) don't have: both wiedzieć and znać translate as "know"


Dziękuję za tłumaczenia! Może, mógłbyś ich porównać z niemieckimi "wissen/kennen" lub włoskimi "sapere/conoscere"?

Re: Polish - voron

Posted: 2008-09-03, 12:55
by pittmirg
Niemieckie rozróżnienie kennen/wissen chyba jest dość podobne do (odpowiednio) znać/wiedzieć; o romańskich trudno mi się wypowiadać, bo ich nie znam.

Re: Polish - voron

Posted: 2008-09-03, 13:08
by arti
A propos znać/wiedzieć, to już kiedyś była poruszana ta kwestia na forum, zajrzyj voron :arrow: tutaj

Re: Polish - voron

Posted: 2008-09-10, 20:18
by voron
Zdecydowałem przetłumaczyć na polski jedno opowiadanie o rosyjskim Uniwersytecie Wojskowym Jezyków Obcych, które opowiada o ciekawych sposobach uczenia się jezyków, jakich w nim wykorzystywano. Napisał go były student tego Uniwetsytetu. Pózniej już zrozumiałem, że to nie jest tekst, przydatny do tłumaczenia dla początkujących, ale sprawa już zrobiona, poddaję więc wynik Waszemu sądowi. Nie prosiłbym, żeby ktoś mi poprawił wszystkie błedy, bo ich jest za dużo, chyba dajcie mi ogólne komentarzy.

Oryginal tutaj: http://world.lib.ru/s/skripnikow_j_j/opus24.shtml

ВИИЯ
Krótko powiedzieć o ВИИЯ - Uniwersytecie Wojskowym Jezyków Obcych - po prostu niemożliwe. Bardzo niezwykła jest ta szkoła. Niezwykłość zaczynała się z tego, że ten uniwesytet nie figurował na listach szkół wojskowych ZSRR-u, i w ogóle nie wspominał się ni w jakich publikacjach otwartych.

Dowiedziałem się o ВИИЯ zupełnie przypadkowo. A, znalazłszy się pod sztandarem Armii Radzieckiej, zdecydował obrócić tę okoliczność na swoją korzyść. Rzecz w tym, że wstąpić w ВВИЯ z cywilu zwykłemu smertelnikowi jest w istocie niemożliwe, a z armii, jak nie dziwne, dość prosto. No nie tak żeby prosto, ale realne i możliwe.

Przesłużywszy cztery miesiący, zdecydowałem, że nastał czas przystąpić do sprawy. Najpierw trzeba złożyć raport o wstąpieniu. Takie sprawy decydują się przez bezpośrednego zwierzchnika, to jest, dowódcę kompanii. Nasz dowódca, kapitan Bahmut, był człowiekiem szczerym i opinie swoje donosił do narodu z otwartą bezpośrednością. Nachlałszy się (jego zwykły stan we większej części czasu dziennego i każdy wieczór), kapitan przychodził do kompanii po ciczy, żeby wreszcie zrealizować swoje najmocniejsze marzenie i zaprowadzić porządek wśród powierzonych mu podwładnych. Czasem urządzał pobudkę całej kompanii - tak sobie, żeby życie nie wydawało się miodem. Czasem zaś dowódcowy gniew zwalał się na jakiś jeden pluton lub w ogóle na poszczególnego nieboraka.

W takie chwile, ukryłszy się pod kołdrami i spodziewając się, że ominie nas kielich goryczy, napięto się wsłuchiwali w czuły głos ojca-dowódcy. Z natchnieniem od własnego głosu i obficie ruczając mięsem, Bohmut drał się na wybraną im ofiarę: "Gdyby twoja matka wiedziała, jakie bydło urodziła, zadusiłaby cię w kołysce!"

Własnie, od niego muszę zaczynać. Stukam w drzwi kompanii biura. Stamtąd donosi się ciężki powolny bas: "Proszę wejść". Tłumaczę sedno sprawy. Mówię, tak i tak, chcę złożyć raport o wstąmpeniu do Uniwersytetu Wojskowego Jezyków Obcych - ВИИЯ. Szalono wlepiłszy w mnie swoje czerwone obrzękłe oczy, Bahmut ryczy: "Precz stąd! Jakiegoś mu ВИИЯ podawaj! A chuja nie chcesz? I ja odszedłem, zhańbieny. Przecież, odpowiedzią kompanii dowódcy się nie zadowoliłem, a aroganckie skierowałem się do dowódcy pułka, podpułkownika Panina.

U Panina moja prośba nie sprowokowała nijakich negatywnych emocji. Po prostu powiedział: "Na liście szkół wojskowych takiej szkoły nie ma. Możesz złożyć raport, gdy jesteś pewny, że ta szkoła istnieje".

Przeszlo póltora miesięca. Zupełnie niespodziewanie wyzywają mnie do Panina. Obejrzewszy mnie nieco zdziwiono a nawet nieufnie, podpułkownik mówił: "Pana wyzywają do Moskwy, w sztab okręgowy. Oto adres. Niech się Pan zjawi u pułkownika..."

W sztabie okręgowym pułkownik, który mnie wyzwał, objaśnił bez wstępów: "Sam ukończyłem ВИИЯ dwadzieścia lat temu. Za mojej pamięci jesteś pierwszy, kto składa tam raport. Otoż zdecydowałem Cię wyzwać, popatrzeć." Wypytawszy mnie o temu o owemu, pułkownik mówił: "Słuchaj, przydziału na nasz okręg w ВИИЯ nie ma. Ale tam w służbie siedzi mój były kolega. Oto twoje papiery, jedź prosto do Uniwersytetu i oddaj ich pułkowniku .... Zaraz do niego zadzwonię, zamówi ci przestupkę".

Od metra "Bałmanskaja" tramwajem docieram do Lefortowa i znajduję potrzebny adres. Stoję w portierni ВИИЯ. Nie ma nijakiej szyldy. Za metalowym plotem są piętrowe budynki starych koszar, a w głębi dwa nowoczesnych bloka siedmopiętrowych. Oddawszy papiery, wracam do pułka.

Re: Polish - voron

Posted: 2008-09-11, 7:02
by BezierCurve
Ambitnie :) Artykuł ciekawy, chociaż mogło być w nim więcej o samych metodach nauczania. Poniżej moje propozycje (zmiany naniesione na Twoje tłumaczenie, tylko w kilku przypadkach sięgałem do oryginału, żeby się upewnić - np. "ochrypły" - i tak nie jestem pewien do końca :hmm: ) Ponieważ w wielu przypadkach chodziło o zwykłe przestawienie wyrazów, nie zaznaczałem zmian.

Opowiedzieć krótko o ВИИЯ - Wojskowym Uniwersytecie Języków Obcych - po prostu się nie da. To szkoła bardzo niewzwykła. Niezwykłość zaczynała się od tego, że uniwesytet ten nie figurował na listach szkół wojskowych ZSRR-u, ani w ogóle nie wspominano o nim w jakichkolwiek jawnych publikacjach. Dowiedziałem się o ВИИЯ zupełnie przypadkowo. A, znalazłszy się pod sztandarem Armii Radzieckiej, zdecydowałem obrócić tę okoliczność na swoją korzyść. Rzecz w tym, że dla zwykłego śmiertelnika wstąpienie do ВИИЯ z cywila jest w istocie niemożliwe, natomiast z armii - co nie dziwi - dość proste. Może nie do końca proste, ale realne (i możliwe?). Przesłużywszy cztery miesiące, zdecydowałem, że nastał czas przystąpić do sprawy. Najpierw trzeba złożyć raport (podanie?) o wstąpieniu. O takich sprawach decyduje bezpośredni zwierzchnik, to jest: dowódca kompanii. Nasz dowódca, kapitan Bahmut, był człowiekiem szczerym i opinie swoje wygłaszał ludziom z otwarcie i bezpośrednio. Nachlawszy się (jego zwyczajny stan w większej części dnia i każdy wieczór), kapitan przychodził do kompanii po ciszy, żeby wreszcie zrealizować swoje największe marzenie i zaprowadzić porządek wśród powierzonych mu podwładnych. Czasem urządzał pobudkę całej kompanii - tak sobie, żeby życie nie wydawało się miodem. Czasem zaś dowódczy gniew zwalał się na jakiś jeden pluton lub nawet na pojedynczego nieboraka. W takich chwilach, ukrywszy się pod kołdrami i mając nadzieję, że ominie nas kielich goryczy, usilnie wsłuchiwaliśmy się w ochrypły, pełen uczucia głos ojca-dowódcy. Natchnąwszy się brzmieniem własnego głosu i obficie rzucając mięsem, Bahmut darł się na wybraną ofiarę: "Gdyby twoja matka wiedziała, jakie bydlę urodziła, zadusiłaby cię w kołysce!". Właśnie, od niego muszę zacząć. Stukam w drzwi kompanii biura. Dochodzi stamtąd ciężki, powolny bas: "Proszę wejść". Tłumaczę sedno sprawy. Mówię: tak i tak, chcę złożyć raport (podanie o przyjęcie do?) o wstąpieniu do Wojskowego Uniwersytetu Języków Obcych - ВИИЯ. Szaleńczo wlepiwszy w mnie swoje czerwone obrzękłe oczy,
Bahmut ryczy: "Precz stąd! Jakiegoś mu się ВИИЯ zachciewa! A ch...ja nie chcesz?". I odszedłem, zhańbiony. Aczkolwiek odpowiedzią kompanii dowódcy się nie zadowoliłem, lecz arogancko skierowałem się do dowódcy pułku, podpułkownika Panina. U Panina moja prośba nie wywołala żadnych negatywnych emocji. Po prostu powiedział: "Na liście szkół wojskowych takiej szkoły nie ma. Możesz złożyć raport (podanie?), jeżeli jesteś pewny, że ta szkoła istnieje". Minęło półtora miesiąca. Zupełnie niespodziewanie wzywają mnie do Panina. Obejrzawszy mnie z lekkim zdziwieniem, a nawet nieufnością, podpułkownik mówi: "Pana wyzywają do Moskwy, do sztabu okręgowego. Oto adres. Niech się Pan zjawi u pułkownika..." W sztabie okręgowym pułkownik, który mnie wzywał, wyjaśnił bez wstępów: "Sam ukończyłem ВИИЯ dwadzieścia lat temu. Za mojej pamięci jesteś pierwszym, który składa tam raport (podanie?). Otoż zdecydowałem się ciebie wezwać, przyjrzeć ci się." Wypytawszy mnie o to i tamto, pułkownik mówi: "Słuchaj, przydziału do naszego okręgu w ВИИЯ nie ma. Ale tam na służbie siedzi mój były kolega. Oto twoje papiery, jedź prosto do Uniwersytetu i oddaj _je_ :) pułkownikowi... Zaraz do niego zadzwonię, wystawi ci przepustkę". Od metra "Bałmanskaja" tramwajem docieram do Lefortowa i znajduję potrzebny adres. Stoję na portierni ВИИЯ. Nie ma nijakiego szyldu. Za metalowym płotem stoją piętrowe
budynki starych koszar, a w głębi dwa nowoczesne bloki siedmopiętrowe. Oddawszy papiery wracam do pułku.